Zabezpieczony: Gothic Lolita ♠

Treść jest chroniona. Proszę podać hasło:

Reklamy

Droga (Дорога)

Tytuł oryginału: Дорога [Doroga]

Autorki oryginału: МакSим, Елена Гребнева [MakSim, Jelena Griebniewa]

Z języka rosyjskiego przełożyła Marlena Biez

 

Droga

Długa droga mknie, gdy ruszą, zostało nam niedużo

I z pomyślnym nam wiatrem, tak iść do jasnych świateł –

Na końcu są tunelu, prowadzą nas do celu.

Doły, mury, przeszkody, to dla wielkiej nagrody.

 

Tak słonko jaśniutkie, niebo tak czyściutkie

Oświetlają nam z wysoka drogę tam.

Czy nam się to uda, ta rzecz wielka, trudna?

Z Tobą cóż nie może! Nam dopomóż, Boże.

 

Pierwszym być – losem naszym, w kręgach być najwspanialszym.

Życie nas nauczyło, innych zaś nie prosiło.

Nam wskazało cel taki i do niego też szlaki –

I powrotu już nie ma, my spieszymy, gdzie trzeba.

 

[dwa razy:]

Tak słonko jaśniutkie, niebo tak czyściutkie

Oświetlają nam z wysoka drogę tam.

Czy nam się to uda, ta rzecz wielka, trudna?

Z Tobą cóż nie może! Nam dopomóż, Boże.

 

(Nam dopomóż, Boże)

(Nam dopomóż, Boże)

 

Tak słonko jaśniutkie, niebo tak czyściutkie

Oświetlają nam z wysoka drogę tam.

Czy nam się to uda, ta rzecz wielka, trudna?

Z Tobą cóż nie może! Nam dopomóż, Boże.

 

Tak słonko jaśniutkie, niebo tak czyściutkie

Oświetlają nam z wysoka drogę tam.

Czy nam się to uda, ta rzecz wielka, trudna?

Z Tobą cóż nie może! Nam dopomóż, Boże. (Nam dopomóż, Boże)

Mirror, mirror…

Tytuł oryginału: Mirror, mirror…

Autorka oryginału: Дарёна Хэйл [Darena Hale]

Z języka rosyjskiego przełożyła Marlena Biez

 

Oryginalny tekst znajdziecie tutaj.

 

Mirror, mirror…

Lustereczko, powiedz przecie,

Ale tylko prawdy chcę:

Tęsknił za mną krztę choć w świecie,

Choćby i na duszy dnie?

 

Czy on szukał mnie w spodeczkach

Na miast cudzoziemskich tłach?

Bym wróciła, prosił z deczka

O północy w gorzkich snach?

 

Nie spał, nie jadł, wciąż wszystkiego

Odmawiając sobie toć,

Póki ktoś mu nie rzekł tego,

Jak ów urok można zdjąć?

 

Czy zagadkę zgadnął sobie?

Uratował mnie? On sam?

W kryształowym spałam grobie

I w łachmanach przez las szłam,

 

Wszakże byłam pianą morską,

Dzikim zwierzem, podejść wstręt.

Lustereczko, ciut, z tym prosto,

Pomyliłoś się, tak jest?

 

Jak się śmiał, (z cud-złot, gdzież skrucha!)

Jadł, sen słodki jak go zmógł?

Lustereczko me, posłuchaj,

Jak on nie wspominać mógł?

 

Jak zapomnieć mógł, jak za mną

Nie wyruszyć, przeżył wszak?

Lustereczko, przecież samą

Prawdę ty… Przepraszam, jak?

 

Jak on mógł – i jak on może? –

Rzucać własny na mnie czar?

Lustereczko, ja cię proszę,

Nie okłamuj mnie, nie czas.

 

*

 

Lustereczko, łgarstw już żadnych,

Prawdę mi jedynie mów.

…Lustereczko, nie chcę prawdy –

Gorszej od kłamliwych słów.

*** [Splotłam ręce pod ciemnym woalem…] ([Сжала руки под тёмной вуалью…])

Pierwsze słowa oryginału: Сжала руки под тёмной вуалью… [Sżała ruki pod tiomnoj wualju…]

Autorka oryginału: Анна Ахматова [Anna Achmatowa]

Z języka rosyjskiego przełożyła Marlena Biez

 

***

Splotłam ręce pod ciemnym woalem…

„A ty co taka blada dziś żeś?”

– Ano bo ja go cierpkim toż żalem

Tak upiłam na umór, na rzeź.

 

Jak zapomnieć? Wyszedł, się zataczając,

Z ust grymasem, gdyż miał męki w bród…

Nie dotknęłam balustrad, zbiegając,

Pobiegłam ja za nim do wrót.

 

„Tylko żarty, wszystko, co dopóty.

Odejdź – umrę”, krzyknęłam bez tchu.

Ze spokojnym uśmiechem okrutnym

Rzekł mi: „Nie stój, przewieje cię tu”.

Ostatnia modlitwa (L’ultima preghiera)

Tytuł oryginału: L’ultima preghiera

Autorka oryginału: Carmen Consoli

Z języka włoskiego przełożyła Marlena Biez

 

Ostatnia modlitwa

Na stos wiedźmo-heretyczko

a popioły twoje wiatr rozniesie

Na stos wiedźmo-histeryczko

a ręce twoje nieszczęścia rozsiewały już nie będą

niechaj głos twój zamilknie na zawsze

 

Coś mi się nie podoba ten rozdzierający lament

płomienie właśnie oto łzy twoje osuszają

a wzrok twój na niewinnych dzieciach naszych już nie spocznie

masz czas na ostatnie przekleństwo

albo ostatnią modlitwę

zaklinając nas po tysiąckroć

 

Coś mi się nie podoba ten rozdzierający lament

a ręce twoje nieszczęścia rozsiewały już nie będą

a ręce twoje nieszczęścia rozsiewały już nie będą

a ręce twoje nieszczęścia rozsiewały już nie będą

*** [Ja — jestem. Ty — będziesz. Między nami — otchłań…] ([Я — есмь. Ты — будешь. Между нами — бездна…])

Pierwsze słowa oryginału: Я — есмь. Ты — будешь. Между нами — бездна… [Ja — jesm’. Ty — budiesz. Mieżdu nami — biezdna…]

Autorka oryginału: Мaрина Цветаева [Marina Cwietajewa]

Z języka rosyjskiego przełożyła Marlena Biez

 

***

Ja — jestem. Ty — będziesz. Między nami — otchłań.

Ja piję. Ty pragniesz. Zgody szukać — próżno.

Nas dziesięć lat, nas to tysiącleci sto znów

Przepastnych dzieli. — Bóg nie buduje mostów.

 

Bądź! — oto jest przykazanie me. Daj — obok

Przejść tak, by dech przy tym nie zakłócił wzrostu.

Ja — jestem. Ty będziesz. Minie dziesięć wiosen,

Nim powiesz ty: — jestem! — ja zaś: — kiedyś owszem…

*** [Umrę o zorzy, to wiem! Zaś o której z nich dwu…] ([Знаю, умру на заре! На которой из двух…])

Pierwsze słowa oryginału: Знаю, умру на заре! На которой из двух… [Znaju, umru na zarie! Na kotoroj iz dwuch…]

Autorka oryginału: Мaрина Цветаева [Marina Cwietajewa]

Z języka rosyjskiego przełożyła Marlena Biez

 

***

Umrę o zorzy, to wiem! Zaś o której z nich dwu,

Razem to z którą z nich dwu — wybrać sobie nie można!

Gdyby pochodni mej dwakroć blask zgasnąć mógł tu!

Ach, by była i wieczorna, i ranna to zorza!

 

Krokiem tanecznym po ziemi szła! — Córka nieb!

Pełen róż niosła — nie niszcząc ni pączka! — fartuszek!

Umrę o zorzy, to wiem! — Bóg jastrzębiej tam nie

Pośle już nocy na przecież łabędzią mą duszę!

 

Niecałowany ostrożnie na bok kładąc krzyż,

Z nieb hojnych dostać ostatnie z pozdrowień chcę prędko.

I do wcięć zorzy i kąciki ust idą mi wzwyż…

W czkawce przedśmiertnej ja pozostanę wciąż poetką!

Dziewczyna-śmierć (Девочка-смерть)

Tytuł oryginału: Девочка-смерть [Diewoczka-smierť]

Autorka oryginału: Марина Цветаева [Marina Cwietajewa]

Z języka rosyjskiego przełożyła Marlena Biez

 

Dziewczyna-śmierć

Obmywał raz księżyc parkietu sam chłód

Równiutko tam mleczną grą fal.

Jam bukiet grzał przy policzku i wśród

Łun słodko drzemał gdzieś w snu dal.

 

Sen z blaskiem podwójnie zatrwożył mnie, acz

Otworzył oczka żem już:

Dziewczyna-śmierć ku mnie pochyla się, patrz!,

Jak anioł bezskrzydły, ten róż.

 

Medalik na szyi maleńkiej tak drży,

Rumieniec jej sączy się z lic;

I widać, że biegła: zakurzył wszak pył

Ciut bucik błękitny, jak nic.

 

Fikuśny wzór złotych frędzelków, a przy

Kędziorach turkusem jej nić.

„Tyś jest mały chłopak, jam dziewczę jest: ty

Swawolić to ze mną więc idź.

 

Mój szal z koronki włóż (rycerzu), już, w przód!”

Żem bukiet jej podał, słów żal…

Ów parkiet, księżyca raz mleczny go chłód

Obmywał równo grą fal.

W kopercie (Конвертом)

Tytuł oryginału: Конвертом [Konwiertom]

Autorka oryginału: Дарёна Хэйл [Darena Hale]

Z języka rosyjskiego przełożyła Marlena Biez

 

Oryginalny tekst znajdziecie tutaj.

 

W kopercie

Z bezmyślnym wrzaskiem trzask, coś zaskomli —

Huśtawkę zimą liznąwszy wpierw,

W kopercie miłość przyniesie wąglik,

Wywróci na wierzch twej wiosny szew.

 

Dźgnie w serce nożem, tnąc plecy kulą,

W ostatni pociąg wsiądzie na gwałt,

Zawita miłość, a jak, cię tuląc

(w jej rękach przejdziesz na drugi świat).

 

Rozgrzeje się — i stanie w płomieniach,

Obróci świat w popiół, pył i kurz.

Na rzęsach w rtęć zastygłą się zmienia:

Na ziemi się, termometrze, skrusz.

 

We wszystkim, rzecz jasna, też pomoże:

Da skrzydła — i odbierze ich cud.

Na skórze, proszę, dreszcz mroźny trwożeń,

Nie do zagrania zbiór zagra nut,

 

Coś, czego zrobić się nie da przecież,

Największa siła z możliwych sił,

Przybędzie pocztą ci w swej kopercie —

Śnieg biały jakby mogiły krył,

 

Jak w owczej skórze wilk rosły wkroczy,

W kartonik ze wstążką wejdzie rzecz…

Gdy go otworzysz, to zmrużysz oczy,

Przeżegnasz się, być może, i wręcz.

 

Ty go otworzysz — bez żadnych obaw,

Precz żale, „ale”, co chce, się dziej:

Gdzie umrą toż naraz byty oba!

Ni od jedynej jest uciec gdzie.

 

Jak zwykle trafi — i cóż z tym poczną…

Pandory w sobie skrywając ślad,

W kopercie miłość przybędzie pocztą,

Nadawcą zaś się okażę ja.